niedziela, 27 grudnia 2015

TOM II ROZDZIAŁ 4

Luke




Złapał mnie za rękę i zaczął ściągać z niej bandaż. Co ja sobie myślałem. Że co, nagle Alex tego nie wyczuje? Zaczął przyglądać się drzewu.

- Takiś pewien? - spytał kpiąco.

Opuszkami palców gładził tatuaż. Potem przeniósł wzrok na mnie. Nasze oczy patrzyły prosto w siebie. Zagryzłem moją wargę. Brakowało mi tego. Jego bliskości. Aury. Jego ciała. Wszystkiego.

-Mam nadzieję, że bynajmniej ustaliłeś dobre warunki -mruknął marszcząc nos -Evry jest niezłym sukinsynem w kontraktach i szkoda będzie go zabić...

-Dla mnie był miły. Nawet mi coś ciekawego powiedział. Może to ty jesteś dla niego jesteś wredny? - spytałem ironicznie. -A tak w ogóle czemu chcesz go niby zabić?

-Ja tylko przepuszczam Lu. Co do mojego charakteru..-jego kuszące usta ułożyły się w drapieżny uśmiech -...jestem wredny z natury.

Zaśmiałem się. To nie był jakiś wredny lub szalony śmiech. Był to mój prawdziwy, miły i wesoły śmiech. Tak dawno nikt go nie słyszał. Szatyn patrzył na mnie z figlarnym uśmiechem. Jego zielone oczy były wypełnione dziwnym blaskiem. Pochylił się tak, że jego ust otarły się lekko o mój policzek, gdy jego ciepły oddech owiał mi ucho.

-A teraz jak na spowiedzi. Ile masz czasu? -zapytał lekko ochrypłym tonem.

A więc tak chcesz pogrywać...
- Nie dowiesz się tego ode mnie. Jestem jeszcze trzeźwy - posłałem mu sarkastyczny uśmiech i mrugnąłem. Usłyszałem jego rozbawiony śmiech.

-Ale w przeciwieństwie do mnie obaliłeś więcej promili kochany -wymruczał.

- To co masz ochotę na kolejną buteleczkę? - zaśmiałem się kiedy jego oddech łaskotał mnie w szyję.

-Czyżbyś chciał mnie upić? -zapytał podnosząc głowę i zawisnął parę centymetrów od mojej twarzy.

Podniosłem się i lekko przygryzłem mu wargę.

- Zawsze i wszędzie kochany - powiedziałem zrzucając go z siebie i wstając skierowałem się do barku. - To na co masz ochotę?

-Zostałem odrzucony, moje serce krwawi -wyjęczał kładąc się na brzuchu. Zdziwiło mnie to trochę bo najwyraźniej czuł się na tyle bezpiecznie, że nie oczekuje ataku.

Choć nie miałem w planach tego. Chciałem choć przez chwilę poczuć się jak kiedyś.

- To na co ma ochotę zranione serduszko? - spytałem czule.

- Na wódkę z colą. Zaserwujesz to barmanie? - spytał patrząc na mnie jednym okiem.

- Jak bym śmiał odmówić - powiedziałem i przyrządziłem dwa takie same drinki.

Podałem chłopakowi i tym razem to ja usiadłem na nim. On oparty o poduszki i ścianę, a ja na jego wyciągniętych nogach. Patrzyłem jak podnosi szklankę i bierze łyk napoju.

- Jesteś dobrym barmanem -stwierdził odchylając lekko głowę do tyły i opierając ją o ścianę.

- Nie wiem czy mam zacząć dziękować czy udawać focha, że myślałeś inaczej - powiedziałem i wypiłem łyk alkoholu.

Wytrzymam co nie? Jeden szampan, dwie trzecie whisky i drink... Chyba mam za dużą wyobraźnię.
 Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. Podziwiałem jego bladą  skórę, przymknięte powieki i lekko uchylone usta. Był idealny. Jak cholerny upadły anioł.

-Czego oczekujesz Lu? -zapytał prawie czułym tonem patrząc na mnie tymi zielonymi ślepiami.

- A ty Alex? - spytałem upijając resztę drinka. Przekrzywiłem głowę w bok i wyglądałem jak jakiś szczeniak.




-Pokoju na świecie -odpowiedział z cwaniackim uśmiechem -I żeby biedne dzieci nie głodowały! Tak właśnie! Bo dzieci są naszą przyszłością!

- Słyszysz co ty mówisz? Sam robisz ten (nie) pokój - powiedziałem.

Nagle wzrok mi się zamglił. Oho alkohol zaczął swoje. Raz kozia śmierć! Położyłem się na brzuchu chłopaka i przytuliłem się do niego.

- Alexxxxx... Mój misiu...Masz zostać tu - powiedziałem. - Jesteś cieplutki...

-No ba. Ja jestem gorący jak cholera -usłyszałem jego mamrotanie. I niepewnie obejmujące mnie ramiona -Ale za tego misia to chyba ludobójstwo urządzę...

- Nie skrzywdzisz mnie... Jestem twoim Lu - wymamrotałem. Alexander westchnął głęboko. Gdybym teraz nie chował twarzy w jego brzuchu zobaczył bym samotną łzę toczącą się po smutnym obliczu czarnowłosego chłopaka.

-Masz racje. Jesteś mój -usłyszałem na granicy świadomości -Ale ja nie mogę cię mieć...

- Wiesz... Możesz, tylko się musisz postarać.. "Takie unikanie osoby, którą się kocha grozi masowym wymarciem ludzkich dusz.."*

-Luke pamiętaj o dwóch rzeczach -powiedział cichym głosem -My nie jesteśmy ludźmi i ktoś kto nie ma duszy nie może jej stracić.

-Dokończymy tą dyskusję rano -odparłem ziewając i mocniej wtulając się w Alex'a. Wierząc, że zostanie.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Cytat wymyślony przez autorkę (Bunię) proszę nie kopiować. A jeśli tak to nie pisać że wy to wymyśliliście.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz