piątek, 25 grudnia 2015

Rozdział 28

Otwarłem oczy.
- Nic ci nie jest? - spytał Four podchodząc do mnie.
- No właśnie to jest dziwne że nie. Co się stało? - spytałem.
- W skrócie... Ty miałeś koszmar jakiś przez to że ktoś ci miesza w głowie, Alex pomógł ci się obudzić, potem przejął na siebie twoje obrażenia i poszedł duchem do ojca na pogadankę, a ciałem został i nie wolno go budzić - powiedział i pomógł mi wstać. Bolała mnie noga, ta w którą wybiłem nóż Alex'owi. Czyli zamienił nasze obrażenia...
Spojrzałem na rozluźnioną twarz chłopaka. Wyglądał teraz tak ładnie i spokojnie. Spojrzałem na dziewczynę... Pasowali do siebie... Westchnąłem i przełożyłem Alexa z podłogi na kanapę. Postanowiłem się przejść. Może to pomoże mi uporządkować myśli.
Patrząc na słońce które coraz bardziej kierowało się ku dole myślałem o tym wszystkim co się w tym roku przydarzyło. Pierwsze spotkanie syna Hadesa, gdy złączył nasze usta pod wodą by dać mi chociaż trochę tlenu... Czułem w tedy że jego usta nie chcą wcale być przy moich tylko na chwilę. Byliśmy jak woda i ogień. Bardzo się różniliśmy ale tym się wypełnialiśmy.
- Hej, Lukey! - zawołał ktoś. 
- Czy to tak cholernie trudne by nie odzywać się do mnie?! - wykrzyknąłem w stronę... Jakieś dziewczyny?
- Ał... To zabolało. Nie poznajesz mnie prawda? - spytała podchodząc do mnie. Jej aura mnie uspokajała. Miała takie oczy jak ja! Czy to może być moja siostra?! 
- To ty... Ty pewnie jesteś Harmonia! - powiedziałem głośno. 
- Tak! Pamiętasz? Twoja jedyna siostrzyczka! Ale tak w ogóle mów mi Rosie (czyt. Rołzi) - przytuliła mnie. 
To było takie miłe uczucie. Podniosłem ją i zakręciłem się z nią. 
- Rosie... Śliczne imię - uśmiechnąłem się. 
Dziewczyna miała ładne czekoladowe loki i brązowo złote oczy. Skórę miała lekko opaloną. Urodę miała pewnie po matce. Była ubrana w biały top z zespołem BVB, czarne krótkie spodenki i czarne glany dziesięcio dziurkowe z białymi sznurówkami. 
- Dużo nie pamiętam, więc przepraszam od razu - mówię. - Chodź przejdziemy się. 
- Pamiętasz braci? 
- Tylko mam jedno wspomnienie że wszyscy siedzą przy stole. Afrodyta, Ares, ty Rosie,  ja i trzech chłopaków. 
- Tak. To oni - zaśmiała się. - Nie mogę tu długo być... Chris, Peter i Siv odwiedzą cię kiedy będą mili czas. Wybacz im, ale pomagają ojcu w wojnach, tak jak ciotka Eris z kuzynostwem... 
- A ty taki wyjątek? - objąłem ją ręką w pasie. 
- Taki rodzynek wśród winogrona - zaśmiała się. - Nie dość że jedną jestem dziewczyną, to nadodatek tylko ja mam talenty matki. 
- Ja też mam! 
- Ale dziewczyną nie jesteś... 
- A wiesz to? 
- Luke! Lub Dejmon, jak tam chcesz! 
- Pan świata poproszę. 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz