niedziela, 24 stycznia 2016

TOM II ROZDZIAŁ 39

ALEX

Zostawiłem rozmawiających w salonie Sophie, Uriela i Siva. Z kubkiem herbaty i ciepłym kocem w ręce ruszyłem do ogrodu. Oddaliłem się większy kawałek od budynku i usiadłem na trawie po jednym drzew. Czułem otaczającą mnie noc i pierwszy raz od dawna nie dawała mi ona ukojenia. Mogłem udawać przed innymi, że już jest lepiej nawet jeśli tak nie jest. Okryłem się kocem i wziąłem łyk ciepłej herbaty. 
Spojrzałem w niebo. Często rozbiliśmy sobie z Rin wycieczki nocne by oglądać gwiazdy.  Ona to uwielbiała, a ja chciałem się wyrwać z sierocińca. 
Skrawkiem umysłu poczułem zbliżającego się Luke'a. Szybko starłem łzy, które w którymś momencie zaczęły płynąć i spojrzałem na zbliżającą się sylwetkę. Chłopak spojrzał na mnie tymi swoimi brązowo-złotymi oczami i usiadł mi na kolanach przodem do mnie. Widziałem jego zaczerwienione od płaczu oczy. Położyłem ręce na jego biodrach i pochyliłem się lekko do przodu by delikatnie musnąć jego usta. Luke jedną rękę wplątał w moje włosy delikatnie ciągnąc końcówki, a drugą położył w miejscu, gdzie biło moje serce. Pogłębiliśmy pocałunek. Każdy z nas chciał chwili zapomnienia. Nie myśleć, tylko czuć. Koszulka Luke w magiczny sposób zniknęła gdzieś za nami, gdy ją rzuciłem w bliżej nieokreślonym kierunku, to samo stało się z moją. Ciepłe usta bruneta zjechały po mojej szczęce na szyje.
Gdy leżeliśmy na trawie w samych bokserkach, ocierając się o siebie jak koty, połączeniu w pocałunku usłyszeliśmy ciche chrząknięcie, które zignorowaliśmy.

-Non mi preoccupo di te Nero?* -oderwałem się od zdziwionego Luke'a by wymruczeć w stronę ciemnej sylwetki. 

-Inquietante. Si può facilmente scomparire e non si offenderà** Cora. -w odpowiedzi dostałem wesoły śmiech. Pochyliłem się i lekko pocałowałem skonfundowanego bruneta w czoło wstając. Podałem mu rękę i gdy stanął obok mnie podałem mu koc, w który się owinął.

-Tu non mi introduce a questo gattino?*** -przyciągnąłem chłopaka do siebie mrużąc na nią oczy.

-Lui è il mio. Non cercare i tuoi trucchi, perché danno verrà a voi.**** -powiedziałem chłodnym tonem, który zaalarmował chłopaka.

-Alex? Kto to?

-Cora, córka Hybris. Bogini uosabiającej arogancję, pychę, rozpustę. Można powiedzieć, że wszystko co złe w zachowaniu to ona -dziewczyna mrugnęła do bruneta zaczepnie swoimi czarnymi jak jej dusza oczami i poprawiła długie do pasa ciemno fioletowe włosy -Luca il mio compagno. Se succede qualcosa a lui colpa tua che sei morto*****

-Sei burbero****** -stwierdziła wydymając wargi, ale wiedziałem, że dotarła do niej groźba. Wbrew wszystkiemu nie była głupia. Wiedziała, że mówię poważnie. Wyciągnęła rękę w stronę bruneta -Cora Civello.

-Luke Whitman -ruszyliśmy w kierunku domu słuchając gadającej dziewczyny. Luke patrzył na nią nic nie rozumiejąc -O czym ona mówi? I nie może używać angielskiego?

-Mówi o swoich podbojach. A angielskiego nie umie, jak ty włoskiego -wytłumaczyłem starając się wymyślić jak pomóc chłopakowi. A jakby tak... -Lukey kochasz mnie?

-Czego chcesz? -uśmiechnąłem się na to pytanie.

-Pozwól mi się zabawić w osobistego tłumacza -odparłem z uśmiechem i skupiłem na naszym połączeniu, paplaninie dziewczyny i o czym mówi w angielskim tłumaczeniu. Byłem tak skupiony, że gdyby nie Luke wszedłbym w ścianę domu.

-Nie wiem co zrobiłeś, ale czuję się jak na filmie z lektorem -powiedział z uśmiechem. Weszliśmy do salonu gdzie siedzieli Siv, Chris i Uriel. 

-Alex gdzie zgubiłeś razem z Lukiem ubranie i co to za dziewczyna? 

-Gdzieś w ogrodzie. Cora odparłem kierując się do barku w stojącego między salonem, a kuchnią. Wyciągnąłem dwie butelki. Jedną położyłem do użytku publicznego, a drugą sobie przygarnąłem. 

-Alex wiesz, że nie powinieneś się upijać -zaczął mój brat, gdy wziąłem duży łyk prosto z butelki. Poczułem przyjemne pieczenie w przełyku.


-To, że przypadkiem znasz moje wspomnienie nie upoważnia cie do uprzykrzania mi życia. I to wtedy to...-zamyśliłem się biorąc kolejny łyk -No nieważne. Mam zły dzień, więc pozwól mi się upić.

LUKE


Patrzyłem jak Alex opróżnia już drugą butelkę nucąc pod nosem jakąś piosenkę. Pamiętam jak zawsze przy mnie unikał upicia, więc podszedłem do niego.


-Może już wystarczy Diable? -chłopak uniósł na mnie zamglone spojrzenie.


-I really really really really really really like you. And I want you, do you want me, do you want me, too? -spojrzałem na jego wesołą, pełną beztroski twarz. Siedział po turecku na czarnej skórzanej sofie, przekrzywiając głowę jak szczeniak. Po chwili zaczął śpiewać dalej patrząc tylko na mnie -It's like everything you say is a sweet revelation. All I wanna do is get into your head. Yeah we could stay alone, you and me, and this temptation. Sipping on your lips, hanging on by thread, baby!

Byłem pewien, że moje policzki pokrył rumieniec na jego słowa. Chwyciłem go za rękę i pociągnąłem w swoim kierunku. Szatyn chyba wziął to za zachętę bo oplótł mnie ramionami i dotykając mojego nosa zaczął śpiewać dalej.

-I really really really really really really like you. And I want you, do you want me, do you want me, too? I really really really really really really like you. And I want you, do you want me, do you want me, too? Oh, did I say too much? I'm so in my head. When we're out of touch. I really really really really really really like you. And I want you, do you want me, do you want me, too?

-Lu odpowiedz mu wreszcie! -usłyszałem rozbawiony krzyk Siva i śmiech reszty. Posłałem im groźne spojrzenie i pociągnąłem zielonookiego osobnika w kierunku schodów.

-Who gave you eyes like that? Said you could keep them. I don't know how to act. The way I should be leaving. I'm running out of time. Going out of my mind. I need to tell you something. I'm pregnant! Yeah! I really really really really really really like you. And I want you, do you want me, do you want me, too? I really really really really really really like you. And I want you, do you want me, do you want me, too? Oh, did I say too much? I'm so in my head. When we're out of touch
I really really really really really really like you. And I want you, do you want me, do you want me, too? -śpiewał dalej chłopak kołysząc się na nogach, a ja ciągnąłem go po schodach i w stronę jakiegoś pokoju. Otworzyłem drzwi do pierwszej lepszej sypialni.

-I really really really really really really like you. And I want you, do you want me, do you want me, too? I really really really really really really like you. And I want you, do you want me, do you want me, too?! -przy ostatnich słowach położył się na szkarłatnym puszystym dywanie.

 ALEX

Pierwszym co poczułem po przebudzeniu był okropny, obezwładniający ból głowy. Sahara w ustach i ból mięśni również dały mi się we znaki. Jęknąłem i przewracając się na brzuch otwierając oczy.

-O cholera...kur...-pokój był pełen jasnych promieniu słonecznych, które podrażniły moje biedne oczy. Zanim je zamknąłem zdążyłem się dowiedzieć, że leżę przy otwartej szafie, na ziemi -Umierammm....

-Nie tylko masz kaca -odparł głośny, wesoły głos. Mamrocząc obelgi ruszyłem niepewnym krokiem w stronę łóżka.

-Ciszej- syknąłem i usłyszałem w odpowiedzi głośny śmiech.

Warknąłem. Brązowooki przytulił mnie od tyłu.

-Mój kochany Alexii - mruknął dziecinnym tonem. -Przejrzałem twoją szafę i musimy iść na zakupy. Nie masz dobrego garnituru.

-To ja idę do Narnii -oznajmiłem, wyplątując się z jego objęć i kierując się do otwartej szafy.

-Znowu? -zdziwiony odwróciłem się w jego kierunku i skrzywiłem się gdy moja głowa zaprotestowała. 

-Jak to znowu? -chłopak posłał mi anielski uśmiech, na który zmrużyłem podejrzliwie oczy.

-Wczoraj stwierdziłeś, że Aslan cię potrzebuje. Byłeś zawzięty by znaleźć się w Narnii. Potem wepchnąłeś mnie do szafy i siedziałeś tam ze mną około godziny... Fajne historie mi opowiadałeś - powiedział. Posłałem mu przerażone spojrzenie. Widać było, że świetnie się bawi moim nieszczęściem.

-Które dokładnie? -zapytałem niepewnie.

-Hm. Niech pomyślę. Jedno było o sierocińcu... Bawiłeś się w berka, tylko że ty miałeś nóż i chciałeś prawie każdego zadźgać. Drugie mnie trochę, szczerze, wkurzyło. Mówiłeś o jakimś chłopaku. Zacząłeś mnie porównywać do niego kochanie. Po tym dostałeś ode mnie w twarz i tak o to leżałeś sobie pod szafa.

-Pieprzony blondyn -mruknąłem opierając się plecami o chłodne drewno. Widząc ostrzegawcze spojrzenie Luke'a podniosłem ręce w ręce kapitulacji -Nie był podobny. Tylko jego oczy były brązowe, ale jakoś za mało brązowe jak dla mnie.
 
-Zaraz moje oczy w ogóle nie będą brązowe - prychnął.

-Luu... 

-Chris coś chciał od ciebie.

-Między młotem, a kowadłem -szepnąłem dramatycznie i rozejrzałem się pierwszy raz po pokoju -A teraz idę do mojego pokoju, wykąpać się i znaleźć coś przeciwbólowego. Potem spróbuję nie dać się zabić twojemu bratu. I pamiętaj. Tylko ty się liczysz Aniele.

-Siv majstrował coś w twoim pokoju, więc jeśli zamiast szamponu będziesz miał farbę lub klej to nie moja wina.

Westchnąwszy wyszedłem z sypialni i ruszyłem na trzecie piętro gdzie znajdowało się moje królestwo. Ruszyłem do łazienki i zmyłem z siebie resztki snu. Gdy wyszedłem  i spojrzałem w lustro myślałem, że mam zwidy. Moje piękne czarne włoski, były teraz białe jak śnieg.


 Ubrałem się w czerń i nie znalazłszy niczego co by mi pomogło z bólem głowy ruszyłem wściekły w dół. W kuchni znalazłem wszystkich. Podszedłem do odwróconego do mnie plecami Siva.

-Jeśli moje włosy do końca tygodnia nie wrócą do normalnej barwy, stracisz pewną część ciała -warknąłem. Uriel patrzył na mnie z nieodgadnioną miną, a Luke z niedowierzaniem. Tylko Sophie spytała się co mi się stało. Chris za to wpatrywał się we mnie z niezdecydowaną miną.

-Nie cieszysz się? Wyglądasz teraz tak...

-Dokończ, a nie dożyjesz końca dnia -warknąłem i podszedłem do blatu skąd wziąłem szklankę wody.

-Diable -odwróciłem się do Luke'a, który podał mi pudełko tabletek na ból głowy. Podziękowałem mu całusem w policzek - Wiesz, nawet ładnie ci w białych włoskach. Ładnie kontrastują z twoimi oczami i ubraniem.

-Może, ale wyglądam prawie jak on -wskazałem na Uriela. Teraz jedyną różnicą były ubrania i długość włosów. Ze szklanką i tabletkami w dłoni ruszyłem w stronę biblioteki. Chwilę później do pokoju wszedł najstarszy syn Aresa.

-Część -mruknąłem podkurczając pod siebie nogi w fotelu, który znajdował się daleko od słonecznych miejsc -Ponoć chciałeś za mną rozmawiać. Coś się stało?

-Xander. W moich wspomnieniach jest mapa podziemi Olimpu. Mogli byście jej użyć.


-Olimp ma podziemia? -zdziwiłem się. 

Tak zaczęła się długa rozmowa. Chris pomógł mi nawet ustalić wstępny plan. Gdy wstałem by wyjść zatrzymał mnie na chwilę.


-Opiekuj się moim bratem. Mam złe przeczucia co do tej bitwy -spojrzałem na niego ze smutkiem.


-Nie tylko ty. A dla twojego brata własne życie poświęcę. 


-Wiem, ale wolałbym byś tego nie robił.


-Ja też...


*


Stałem w przebieralni zakładając kolejny zestaw wybrany przez Luke'a. Chłopak zmierzył mnie wzrokiem i pokręcił głową. Westchnąłem.

-Mam dość. Siedzimy tu  już od dwóch godzin. I żaden strój ci się nie spodobał, koniec z tym. Idź wybrać coś dla siebie czy coś, a ja idę po coś dla siebie. Za półgodziny widzimy się koło kasy -powiedziałem zirytowany. Sklep był duży i cholernie osłoneczniony co drażniło moje oczy, które od wyjścia z domu były schowane za czarnymi okularami przeciwsłonecznymi. Gdy Luke posłał mi oburzone spojrzenie i odszedł ruszyłem na poszukiwania odpowiedniego stroju. Do kasy przyszedłem po czasie co z satysfakcją wytknął mi Lu. Gdy wyszliśmy na  słoneczną ulicę skrzywiłem się. Ruszyliśmy powoli włoskimi uliczkami.Uwielbiałem to miasto. Ma w sobie nieodparty urok. Wziąłem Luke'a za rękę kierując się na koniec alei, gdzie stała przytulna kawiarenka. Złożyłem zamówienie od wysokiego chłopaka o czarnych włosach i spojrzałem na przyglądającego mi się bruneta.

-Coś się stało?

Chłopak pokręcił głową i zaczął powoli pić kawę, którą przyniósł nam kelner.

-Ustaliłeś już dokładny plan? - spytał. Westchnąłem.

-Prawie. Zaszło parę zmian i muszę się również przygotować na różne zmienne -odparłem zmieniając ton na służbowy. Wziąłem łyk napoju i spojrzałem w te jedyne w swym rodzaju oczy -Pamiętaj, że cokolwiek się stanie, bez względu na to kto zostanie ranny bądź zginie trzeba zabić mojego wuja.


-Obawiasz się czegoś? - spytał. Skrzywiłem się.

-Mam złe przeczucia -powiedziałem tylko.

Chłopak nic nie mówiąc wpatrywał się w kawę.
Siedzieliśmy tam jakiś czas, napawając się chwilą spokoju. Wszystko wydawało się w tym momencie idealne. Ciepłe słońce, wesołe rozmowy wokół nas, Luke bawiący się moimi palcami lewej ręki. Wszystko było nadzwyczaj normalne i spokojne. Nic nie zwiastowało tego co ma się zdarzyć pojutrze. Chciałem wierzyć, że będzie dobrze. Naprawdę chciałem. Jedyną przeszkodą było to, że czułem nadchodzącą śmierć. Miałem tylko nadzieje, że ani ja, ani Luke nie pozna jej bliżej.
Gdy wracaliśmy do domu trzymając się beztrosko za ręce, pogrążyłem się w rozmyślaniach.

-Chce zmienić kolor włosów... - mruknął chłopak, patrząc się na mijanego fryzjera. Spojrzałem na niego.

-Ostatnio gdy twoje włosy zmieniły połowicznie kolor wpadłeś w szał. Co zachęciło cię do zmiany?

-Wpadłem w szal, dlatego że moje włosy miały kolor neonowego różu! A ja chce teraz złote pasemka... Nie będę ich obcinać bo zauważyłem ze moje włosy lekko mi się kręcą i nie przeszkadza mi dłuższa grzywka.

-Dramatyzujesz -mruknąłem z uśmiechem za co oberwałem lekko w ramię -Idź, a ja idę do lokalu obok -powiedziałem wskazując salon piercingu i tatuażu. 

-Kolejny tatuaż? Może wydziarasz sobie moje imię hm?- zaśmiał się. -Widzimy się za dwie godziny? Tyle ci wystarczy?

-Jak coś to wiesz gdzie mnie szukać -powiedziałem z szerokim uśmiechem. Szybkim krokiem wszedłem do lokalu. Stonowane barwy, rysunki i zdjęcia wzorów na ścianach. Skórzane fotele dopełniały widoku. Uśmiechnięta dziewczyna o krwistoczerwonych włosach spiętych w kok wyszła zza szklanego kontuaru. I z włoskim akcentem zapytała w czym mi pomóc. Wyjaśniłem co chcę i usiadłem na jednym z foteli.
Godzinę później dziękując jeszcze raz dziewczynie wyszedłem z lokalu. Na murku tyłem do mnie siedział już Lu z głową lekko odchyloną w tył. Jego nowe pasemka odcinały się od ciemno brązowych kosmyków. Podszedłem do niego i siadając okrakiem na murku powiedziałem ciche "BU!" 

Chłopak odwrócił się w moją stronę i uniósł jedną z brwi. 

-Albo się starzejesz, albo zapomniałeś jak się kochany straszy - odparł kończąc pocałunkiem, który dość szybko przerwał na moje syczenie. Spojrzał na moje usta z zaskoczeniem. Uśmiechnąłem się lekko -Miał być tatuaż nie przekuwanie wargi..

-Ty myślałeś, że chodzi o tatuaż. Ale nie martw się go też mam.

-To wracamy i mi go pokażesz!- odparł chłopak i dał mi buziaka w policzek.

Chłopak zniknął w złoto-niebieskich płomykach. Zachichotałem na jego pośpiech i również zniknąłem, tylko że w czerwono-czarnych płomieniach. Pojawiłem się w swojej sypialni, gdzie już był Luke, który spojrzał na mnie wyczekująco.Ściągnąłem okulary, a następnie odwróciłem się i rozpiąłem koszulę oraz zsunąłem również lekko spodnie w dół by pokazać srebrny napis "LUEX FOREVER" otoczony zielono-błękitnym płomieniem. W wyborze tekstu pomogła mi dziewczyna, która usłyszawszy czemu chcę sobie zrobić tatuaż od razu zaczęła mi przedstawiać różne opcje.
Chłopak się wyszczerzył radośnie. I podszedł do mnie, delikatnie palcem śledząc linie tatuażu.
-Luex? - zachichotał patrząc na mnie przez moje ramie.

-Ja byłem za "Kotek z pazurami" lub "Aniołek z charakterem", ale Jess uparła się przy połączeniu naszych imion -odparłem po prostu się do niego odwracając -A ja stwierdziłem, że oprócz skojarzenia z prezerwatywami brzmi to uroczo.

Luke roześmiał się głośno. 

Delikatnie brązowooki musnął moje wargi swoimi ustami. Próbował jak najdelikatniej mnie całować i unikać miejsca kolczyka. Położył mi obie dłonie na twarzy śledząc rysy moich kości policzkowych i zarysu ust. Chłopak nagle nerwowo oberwał się ode mnie i spojrzał na tatuaż drzewa demona.

-Kolejne liście spadają i więdną - powiedział cicho patrząc na tatuaż.

-Zajmiemy się tym, gdy zabijemy Zeusa. -odparłem i przytuliłem go. -Nie pozwolę mu zabrać twojej duszy -wyszeptałem chowając twarz w zagłębieniu szyi Luke'a.

-Nie że wątpię w twoje umiejętności, ale czytałem paręnaście razy ten kontrakt i nawet o tym rozmawiałem z Evrym... Niema sposobu by to zmienić, a jeśli jest to Evry nie ma zamiaru o tym mnie poinformować -spojrzał na mnie. -Czekaj, czekaj... Ty coś wiesz...

-Pamiętasz jak mówiłem, że mogę to zrobić za ciebie? -chłopak kiwnął głową i otwierał usta by coś wtrącić -Nic nie mów, tylko słuchaj. Mogę oddać część swojej duszy, ponieważ gdy przejmę władze moja dusza tak jakby znika.  Jest, ale jej nie ma...

-Jest jakiś haczyk lub powiedz mi chociaż co za różnica jeśli ja oddam cześć a ty?

-Różnica genów i pochodzenia. U mnie to nie wpłynie za bardzo, a nawet jeśli to po koronacji, czyli mojej chwilowej śmierci, wszystko wróci do normy. U ciebie...Demony nie zaznaczają tego w kontraktach, ale zawsze biorą tą najlepszą część duszy. Wszystkie złe cechy się bardziej uzewnętrznią. Stajesz się impulsywny i agresywny. Popadasz w depresję wewnątrz siebie i popełniasz samobójstwo, po którym reszta twej duszy trafia do demona. Kontrahent podpisując kontrakt nie zdaje sobie sprawy o konsekwencjach jakie to za sobą ciągnie.

-Sugerujesz mi, że byłem głupi? -parsknąłem śmiechem.

-Nie. Po prostu odpowiadam na twoje pytanie i powtarzam to co już nie raz mówiłem. Demonom się nie ufa. Nigdy.

-Ironia. Już paru demonom zaufałeś Diable - odparł i rzucił się na łóżku. -Potrenujemy?

-Zmieniasz temat. Dobrze.

-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_
 *Non mi preoccupo di te nero? <włos.Nie przeszkadzam ci Black?>
 ** <włos.Przeszkadzasz. Możesz spokojnie zniknąć, a ja się nie obrażę>
*** <włos. Nie przedstawisz mnie temu kociakowi?>
****<włos.On jest mój. Nie próbuj swoich sztuczek, bo stanie ci się krzywda.>
*****<włos. Luke mój partner. Jeśli coś mu się stanie z twojej winy jesteś martwa>
******<włos.Jesteś niemiły>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz