ALEX
Przeprosiłem wszystkich i wyszedłem by położyć małą w jednej z sypialni dla gości. Gdy usłyszałem dźwięk pazurów na posadce odwróciłem się by ujrzeć Mefisto idącego w moim kierunku. Podrapałem go po karku i chwilę się z nim po przytulałem. Gdy wychodziłem kazałem mu pilnować Sophie i jak coś to mnie powiadomić o zagrożeniu. Wilk warknął miękko na zgodę i położył się koło brunetki, która po chwili go objęła.
Ruszyłem z powrotem do salonu, gdy zauważyłem na korytarzu Luke'a. Wiedziałem, że chłopak na mnie czekał i chciał porozmawiać, ale nie wiedziałem czy ja jestem na to gotowy. Dlatego nie patrząc na niego przeszedłem obok i już miałem odetchnąć, gdy poczułem dłoń na ramieniu. Spiąłem się zatrzymując lecz nie odwróciłem się.
Ruszyłem z powrotem do salonu, gdy zauważyłem na korytarzu Luke'a. Wiedziałem, że chłopak na mnie czekał i chciał porozmawiać, ale nie wiedziałem czy ja jestem na to gotowy. Dlatego nie patrząc na niego przeszedłem obok i już miałem odetchnąć, gdy poczułem dłoń na ramieniu. Spiąłem się zatrzymując lecz nie odwróciłem się.
-Alex? - spytał Luke swoim lekko zachrypniętym głosem. -Proszę cię... Nie chciałem nic takiego powiedzieć co wyszło z moich ust tamtego dnia... Żałuję tego Alex. Naprawdę.
-Również tego żałuję lecz nie cofniesz czasu. Powiedziałeś mi co o mnie myślisz. Wspaniale, liczy się szczerość -powiedziałem gorzkim tonem -Ale teraz nie dręcz mnie i rób co chcesz.
-Proszę cię Alex... Wcale tak o tobie nie myślę. Ja byłem po prostu zły na ciebie. Alex całe moje życie to było kłamstwo. Ja ci ufałem i nadal ufam, ale wtedy okłamałeś mnie o tak ważną rzecz. Jak byś powiedział to szczerze to bym cię puścił. Sam jeszcze wtedy nie doszedłem do siebie, więc bym nie chciał nawet tam wracać -powiedział trzymając mnie za nadgarstek. -Alex... Bez ciebie... Jestem nikim.
Słysząc jego załamany głos czułem ból w piersi. Jego emocje też były jasne do odczytania. Chłopak promieniował poczuciem winy i smutkiem na kilometr. Odwróciłem się w jego kierunku i zobaczyłem, że w oczach chłopaka zbierają się łzy.
-Chciałbym ci wybaczyć, ale to co powiedziałeś... -zaciąłem się i spojrzałem ponad ramieniem bruneta -Sophie przypominała mi ciebie. Była przerażona lecz próbowała tego nie okazywać. Została skrzywdzona, ale mimo to nie straciła hardu ducha. Nie straciła siebie.
Słysząc jego załamany głos czułem ból w piersi. Jego emocje też były jasne do odczytania. Chłopak promieniował poczuciem winy i smutkiem na kilometr. Odwróciłem się w jego kierunku i zobaczyłem, że w oczach chłopaka zbierają się łzy.
-Chciałbym ci wybaczyć, ale to co powiedziałeś... -zaciąłem się i spojrzałem ponad ramieniem bruneta -Sophie przypominała mi ciebie. Była przerażona lecz próbowała tego nie okazywać. Została skrzywdzona, ale mimo to nie straciła hardu ducha. Nie straciła siebie.
Po jego policzku spłynęła łza.
-Sam na twoim miejscu bym sobie nie wybaczył -podniosłem rękę i starłem mokry ślad. Nie puszczając go podniosłem jego twarz by patrzył mi w oczy.
-Załatwiłem większość umów i zyskałem przez to sprzymierzeńców. Zostanę tu przez jakiś czas i dam ci szanse. Nie zmarnuj jej -z ostatnim słowem pocałowałem go w policzek i odszedłem w stronę salonu. Gdy tam wszedłem zobaczyłem mojego brata i Siva na fotelu w kącie.
-Wymiana śliny w moim saloniku? Wy bezbożnicy tu są niewinni ludzie! -wykrzyknąłem i opadłem dramatycznie na kanapę, gdzie przytuleni do siebie siedzieli Four i Rin.
-Załatwiłem większość umów i zyskałem przez to sprzymierzeńców. Zostanę tu przez jakiś czas i dam ci szanse. Nie zmarnuj jej -z ostatnim słowem pocałowałem go w policzek i odszedłem w stronę salonu. Gdy tam wszedłem zobaczyłem mojego brata i Siva na fotelu w kącie.
-Wymiana śliny w moim saloniku? Wy bezbożnicy tu są niewinni ludzie! -wykrzyknąłem i opadłem dramatycznie na kanapę, gdzie przytuleni do siebie siedzieli Four i Rin.
-Nikogo tu niewinnego nie ma Alex -powiedział Four.
-A ja?! -obruszyłem się -A Mefisto? A Kasjan? A Sophie? A mój ojciec?
-Z tego co powiedziałeś to tylko wasze wilki i Sophie- uśmiechnęła się Rin. -Gdzie jest Luke?
- Tu -odpowiedział brązowooki wchodząc do pokoju.
W rękach trzymał pudełko owinięte w srebrny, ozdobny papier. Podszedł do mnie i wysłał mi lekki uśmiech.
-Wszystkiego najlepszego.
-Dziękuję -powiedziałem i zabrałem pakunek. Otworzyłem je i na moje usta wpłynął diabelski uśmiech. W pudełku oprócz znanego mi już zegarka znajdował się również czarny rewolwer Crosman Vigilante.
-Dziękuję -powiedziałem i zabrałem pakunek. Otworzyłem je i na moje usta wpłynął diabelski uśmiech. W pudełku oprócz znanego mi już zegarka znajdował się również czarny rewolwer Crosman Vigilante.
-Alex wyglądasz jak dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę -skomentował mój brat, a reszta parsknęła śmiechem.
-Idź molestować Siva, a nie zabierasz mi radość -fuknąłem gładząc broń.
-Podoba się?- spytał Luke opierając się o oparcie z kanapy, na której siedziałem.
-Mało powiedziane Luke -odparłem z uśmiechem wciąż błąkającym się na ustach -A teraz przyznajcie się gdzie ukryliście tort wy złe, samolubne istot.
Uriel zaśmiał się na moje słowa i opuścił na chwilę salon, by pojawić się z dużym tortem. Wielka 19 była na środku. Udałem, że ocieram łzy i gdy zauważyłem, że mój brat otwiera usta szybko się wtrąciłem.
-Nie! Nie zgadzam się -wstając z kanapy i podchodząc do Uriela wiedziałem, że niektórzy nie wiedzą o co chodzi.
-Alex ma lekką awersje do śpiewania sto lat -wytłumaczył usłużnie jak zwykle mój brat.
-Śpiewania -prychnąłem -To jest wycie jak zarzynane zwierzę, ale tort chętnie przyjmę.
Uriel zaczął kroić tort i kłaść każdemu na talerzyk. Ostatni ja dostałem i zająłem swoje wcześniejsze miejsce. Luke usiadł z lekkim wahaniem obok mnie. Wszyscy zaczęli jeść tort, ale Luke patrzał się tylko na niego. Widziałem, że z wielkim uporem zaczyna jeść pierwszą łyżeczkę. Przez te dwa tygodnie chłopak strasznie schudł. Czyżby się głodził?
-Oj już my sobie porozmawiamy panie Withman -mruknąłem biorąc kęs i zachwycając się płynną czekoladą. Widziałem jak brunet drgnął i podniósł na mnie przerażone spojrzenie.
-Nie! Nie zgadzam się -wstając z kanapy i podchodząc do Uriela wiedziałem, że niektórzy nie wiedzą o co chodzi.
-Alex ma lekką awersje do śpiewania sto lat -wytłumaczył usłużnie jak zwykle mój brat.
-Śpiewania -prychnąłem -To jest wycie jak zarzynane zwierzę, ale tort chętnie przyjmę.
Uriel zaczął kroić tort i kłaść każdemu na talerzyk. Ostatni ja dostałem i zająłem swoje wcześniejsze miejsce. Luke usiadł z lekkim wahaniem obok mnie. Wszyscy zaczęli jeść tort, ale Luke patrzał się tylko na niego. Widziałem, że z wielkim uporem zaczyna jeść pierwszą łyżeczkę. Przez te dwa tygodnie chłopak strasznie schudł. Czyżby się głodził?
-Oj już my sobie porozmawiamy panie Withman -mruknąłem biorąc kęs i zachwycając się płynną czekoladą. Widziałem jak brunet drgnął i podniósł na mnie przerażone spojrzenie.
-Tak?
-Tak -powiedziałem.
Dokończyłem swój kawałek. Reszta wróciła już do domu. Zostali tylko nasi bracia i Four z Rin. Złapałem Lukey'a za rękę i pociągnąłem w stronę tarasu.
-Głodziłeś się -bardziej stwierdziłem niż zapytałem przypierając go do ściany i wpatrując się w te czekoladowo-złote tęczówki.

-Głodziłeś się -bardziej stwierdziłem niż zapytałem przypierając go do ściany i wpatrując się w te czekoladowo-złote tęczówki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz