wtorek, 2 lutego 2016

TOM III ROZDZIAŁ I

ALEX

Czułem smutek związany z powrotem.
Po tych dziesięciu latach było to trudne. Wraz z Colinem zdecydowaliśmy się na to wiedząc, że jeśli nie zrobimy tego od razu to stchórzymy. Po tym jak ja odzyskałem duszę albo coś w ten deseń i po treningach z członkami plemienia żyjącego na wyspie Ter Semvu, nie mieliśmy już po co tam zostawać. Nauczyliśmy się wiele. Ludzie tam żyjący byli niezwykli. Ich rytuały, obrzędy, styl życia i tradycje. Spędziliśmy tam siedem lat. Colin nauczył się kontroli i potrzebnych umiejętności. Rozwinął swoje talenty. Dorósł.
Ja odzyskałem siebie. Choć straciłem na to nadzieje. Okazało się, że istnieje sposób na to co się ze mną stał. Starszyzna wioski wraz z ich szamanem nie wyjawili mi do końca o co chodziło w tym rytuale, ale wiedziałem, że w czasie pełni płacę bólem i męczarnią za zwrócenie mi duszy. 


-Nie zadręczaj się myślami -usłyszałem głos Colina zanim zobaczyłem jego uśmiechniętą twarz. On w przeciwieństwie do mnie nosił białe bądź błękitne szaty. 

-Myślę -odparłem kładąc kolejną księgę z pudła, które wziąłem ze sobą, gdy opuszczałem wyspę. 

-Zawsze tak mówiłeś, a potem siedziałeś całą noc rozpaczając, że GO opuściłeś. -blondyn miał rację. Przez dziesięć lat zawsze pamiętałem. To Luke był tym co mnie dobijało, ale również pomagało przeć naprzód. Od pół roku, w każdą pełnie to myśl o nim pozwalała mi nie oszaleć. Był cierpieniem i ukojeniem. Gdy zobaczyłem go dzisiaj poczułem radość, ale również wyrzuty, że go zostawiłem. 

-Alex! Trzasnę cię jeśli zignorujesz mnie jeszcze raz -warknął Colin mrużąc oczy. Uśmiechnąłem się. Ten chłopak stał się moim wsparciem. Gdy załamywałem się zawsze był przy mnie. Był dla mnie jak młodszy brat.

-Już, nie rzucaj się tak...

-Synu... -usłyszałem niedowierzający ton i gdy się odwróciłem zostałem przytulony z całych sił.

-Tato dusisz -wymamrotałem oddając uścisk. Mężczyzna odsunął się i trzasnął mnie z siłą w tył głowy. -Ał!

-To za zniknięcie bez słowa -wytłumaczył  z krzywym uśmieszkiem. Pokręciłem głową i spojrzałem mrocznym wzrokiem na chichoczącego Colina.

-Wybacz Alex, ale twoja mina gdy oberwałeś była bezcenna. -prychnąłem na jego słowa. I spojrzałem na Hadesa przeglądający jeden z czarnych notesów -Moje dzienniki. Nie czytaj ich bez mojego pozwolenia. 

-Niech ci będzie -mruknął i przeszył mnie czarnymi oczami -Jak ci się udało...?

-Stare plemię pomogło mi i Colinowi. Właśnie! -wykrzyknąłem -Na dniach przybędzie tu piątka nastolatków, która ma mieszane geny. 

-Załatwię by ich pokoje były gotowe -powiedział mężczyzna. Posłałem mu wdzięczne spojrzenie. -Twój brat chciałby wiedzieć, że wróciłeś.

-Pewnie masz rację...Colin jak już rozpakujesz się przejrzyj co się działo. Wiesz czego szukać -po tych słowach przeniosłem się. 
Stanąłem przed moim domem we Włoszech i na moją twarz wpłynął szeroki uśmiech. Pomimo tylu lat, wciąż kochałem to miejsce. Ruszyłem do środka i gdy miałem otworzyć drzwi te same to zrobiły, a mnie przygniótł boleśnie do ziemi mój bliźniak.

-Ty dupku! -wrzasnął tuląc się do mnie -Jesteś najgorszym bratem jakiego znam! Jak mogłeś zniknąć tak bez pożegnania czy wytłumaczenia?!

-Przepraszam Uri -szepnąłem w jego włosy. -A teraz złaź bo lekki to ty nie jesteś.

Mężczyzna zaśmiał się i wstał podając mi rękę. Mój brat dorósł. Wciąż wydawał się kruchy, ale w jego oczach był błysk, który przyprawiał o ciarki. Zostałem wprowadzony do salonu i posadzony na sofie.

-Któż to powrócił? -usłyszałem i spojrzałem na schodzącego po schodach Siva.

-Twa miłość -odparłem z mrugnięciem. 

-Nie czaruj mojego partnera bracie, tylko gadaj jak na spowiedzi -wtrącił się Uriel podając mi kawę. Wziąłem łyk i przymknąłem oczy.

-Jak ja tęskniłem za kawą...-wymruczałem i usłyszałem rozbawiony głos Siva.

-Przypominam, że my też tu jesteśmy.

-I już chcecie mnie do spowiedzi zagonić jak mnie od 25 lat w kościele nie było -odparłem z uśmiechem. -Ale skoro tak zależy wam na historii życia to proszę bardzo. Nie powiem wszystkiego, bo obiecałem niektóre rzeczy zachować dla siebie.

I tak zacząłem opowiadać. Jak przez trzy lata nie wiedziałem za bardzo gdzie się udać i dopiero po wizycie u Wyroczni trafiliśmy na wyspę Ter Semvu, gdzie poznaliśmy starożytne plemię. 
Nagle poczułem lekko obcą aurę i drzwi się otworzyły, a do salonu wbiegł radośnie czarny wilk.

-Uriel! Mefisto wariuje! -usłyszałem damski głos, zanim do salonu weszła wysoka i smukła brunetka o ciemnych oczach. Gdy mnie zauważyła zatrzymała się zaskoczona. W jej oczach błysnęły łzy -Ty żyjesz...

-Sophie -wyszeptałem i wstałem, a bruneta rzuciła mi się w ramiona. -Tak cię przepraszam księżniczko...

-I masz za co -wyszlochała -Jak mogłeś nas tak zostawić? Luke też nas zostawił...Gdy ty zniknąłeś... Tak się cieszę, że wróciłeś...

-Przykro mi -wyszeptałem jej do ucha -Złamałem daną ci obietnicę. Miałem ci zapewnić bezpieczeństwo, a zniknąłem z twojego życia...

-Najważniejsze jest to, że wróciłeś -odpowiedziała dziewczyna. 

*

Do Podziemi wróciłem dwa dni później. Był już wieczór. Udałem się do swojego gabinetu i przejrzałem zostawione mi wiadomości od Colina. Wiedząc teraz gdzie mogę znaleźć potrzebne informację ze zwycięskim uśmiechem ruszyłem korytarzami. Gdy stanąłem przed drzwiami biura ojca rozejrzałem się i wszedłem do środka. 
Zapaliłem lampy i zacząłem przeszukiwać akta, które ojciec stworzył każdemu w Podziemiach. Wiedziałem, że spędzę tu noc więc dla własnej wygody ściągnąłem szatę zostając w spodniach. Przez chwilę wpatrywałem się w blizny, które nie zniknęły i zdobiły moją skórę. Ogólnie to większość moich tatuaży zniknęła. Zostały tylko te, które były związane z rytuałami.

-Nie możesz iść spać? -usłyszałem zaspany głos. Odwróciłem się zaskoczony i zobaczyłem Colina.

-Jutro pojawią się dzieciaki i jest zebranie, a którym masz przedstawić moje wymagania do prawa równości. Muszę coś mieć jeśli będą się zapierać...

-Przyznaj się, że to nie do końca to -powiedział stając przede mną. -Wciąż?

-Tak. -potwierdziłem z grymasem -Za każdym razem, gdy zamykam oczy widzę jak oni są zabijani...

W sali rozbłysły srebrne płomienie, a z nich wyłonił się młody mężczyzna o srebrnych, za uch włosach i złotych oczach. Prawie nic się nie zmienił z wyglądu, prócz ostrego wzroku. Jego aura była o wiele silniejsza niż wcześniej. Uśmiechnął się drwiąco w moją stronę.

-Witam panów w ten piękny wieczór.

-Efektowne 2/10 -mruknął Colin patrząc z wesołym uśmiechem na postać Nex'a.

-I to ja jestem nie miły -wytknąłem mu przewracając oczami i biorąc stos teczek. -Witaj Nex. Co cię tu sprowadza o dość późnej porze?

-Stawiam na to, że oberwiesz -szepnął Colin. 

-Ty dupku! Ty cholerna namiastko człowieka! Wiesz ile on przez ciebie cierpiał?! Nie wiesz, bo przy nim nie byłeś! Rok w rok! Codziennie cierpiał mocniej! Zabiłbym cię najchętniej, ale mój brat cię kocha i zranił bym go bardziej w ten sposób! Jak mogłeś opuścić go na dziesięć lat?! Jak?! Co on ci zrobił?! Przez ciebie prawie zginął!!! -Colin zaklął patrząc uważnie na mnie. Ja za to poczułem jakby to co czułem przez te dziesięć lat uderzało mnie raz, po raz. Cofnąłem się lekko i zauważyłem kątem oka ruch blondyna, który widział w Nex'ie zagrożenie.

-Colin uspokój się -szepnąłem i to wystarczyło. -Proszę byś zostawił nas samych Col.

-Ale...-błękitnooki zamilkł widząc mój wzrok. Przeniósł swoje spojrzenie na Nex'a -Jeśli coś mu zrobisz, znajdę cię. Nie masz prawa oceniać go nie wiedząc co przeszedł...

-Colin! -ale go już nie było. Westchnąłem. I odstawiając akta na biurko. -Przepraszam za niego. 

-Tsa...Nie ważne. Na czym stanąłem, a na tak... Coś ty sobie wyobrażał zostawiając go na dziesięć lat?! Co myślałeś, że będzie nadal szczęśliwy?!

-Nie. -powiedziałem zakładając szatę, bo nie czułem się najlepiej, gdy ktoś widział te blizny. -Zostawiłem go, bo tak jak mu mówiłem zatracałem się. Ostatnimi siłami powstrzymywałem się by nie krzywdzić was fizycznie Nexusie -powiedziałem poważnym tonem. Widziałem dobrze ukryte zdziwienie w jego oczach. -Może mnie to nie usprawiedliwia, ale jeśli miałbym do wyboru odejścia, a zrobienie wam krzywdy z powodu błahostki, to wolę cierpieć odchodząc.

-Rozumiem, ale i tak niesamowicie go zraniłeś i jeśli nawet bardzo chcesz to on ci tak łatwo nie wybaczy. Cierpienie go odizolowało od wszystkich innych uczuć. Zamknął się w sobie. Ma dość panowania, ale nie zejdzie z tronu bo pogrążony w pracy o tobie zapomina. To go strasznie zniszczyło. Otwiera się tylko przy mnie i szczeniaku.

-Szczeniaku? -zapytałem z zainteresowaniem.

-Synu Rose. Chłopiec jest skarbem na Olimpie. Wielką moc odziedziczył po Lukey'u. Ten smyk ma już cztery lata, a jest jeszcze gorszy niż Rose i Luke w jednym. Ma zielone oczy, takie jak ty. Rose nazwała go twoim imieniem - chłopak, gdy zaczął mówić o chłopczyku mimowolnie się uśmiechnął i uspokoił.

-Nex? -zapytałem i wziąłem głęboki oddech wiedząc, że mogę się zranić odpowiedzią na moje pytanie -Nie będzie lepiej jeśli będę go unikał?

-Alex to właśnie przez twoje unikanie Lu cierpiał dziesięć lat, czy nie wystarczy ci? Musisz odbudować w nim emocje. Uwierz mi, że nawet ja mnie potrafię sprawić by Lu zaśmiał się szczerze.

Pokiwałem głową. Czując zmęczenie tym wszystkim. Spojrzałem na akta wzrokiem mordercy wiedząc, że i tak nie zostawię ich.

-"To trud­ne za­pom­nieć kochaną osobę, wręcz niemożli­we. Gra­nica między miłością, a niena­wiścią jest ta­ka cien­ka, nies­te­ty większość od­czu­wa niena­wiść i pod­da­je się nadzwyczajnie. " -wymamrotałem słowa przyjaciela z plemienia.

-Idealne słowa opisujące Lukey'a...Musze iść już. Obiecałem Lu, że upije go... - mruknął i nagle otworzył szeroko oczy. -A gdybyś ty poszedł zamiast mnie?!

-Po pierwsze inny wygląd, po drugie przed dzień obrad? A po trzecie muszę przejrzeć wszystkie akta -powiedziałem z nutką rozbawienia.

-Zaraz cię walnę. Mam moc zmiany wyglądu innych jak i siebie. Po drugie, masz szanse chociaż zobaczyć jaki teraz jest Luke. Po trzecie... Zapomnij o tym!

-Jak miło -mruknąłem. -I zgadzam się, bo jak sądzę odmowy nie przyjmujesz.

-Wreszcie włączyłeś mózg! Za godzinę jestem umówiony z Luke'm i mamy iść do jakiegoś baru, by ten jak to zawsze powiedział mi swe smutki i upił się. Oczywiście Lu się opije do takiego stopnia ze będę musiał go rano zastąpić. Raczej ci się uda - chłopak złapał mnie za przed ramie i już po chwili poczułem, że coś ze mną jest nie tak. -No i pięknie!

-Znajdę cię przed obradami -mruknąłem podchodząc do biurka ojca i szukając konkretnej rzeczy. Gdy znalazłem srebrny naszyjnik ze srebrną prostokątną blaszką z symbolami wydałem radosny okrzyk. -Wiedziałem, że ojciec cię tu zostawi.

-Książe Ciemności, który zachowuje się jak dziecko...-wymamrotał Nex, na co posłałem mu mroczne spojrzenie.

-Nazwij mnie tak jeszcze raz, a zostaniesz moją tarczą treningową -powiedziałem i zniknąłem.

Założyłem naszyjnik i zapukałem do drzwi komnat Luke'a. Po usłyszeniu cichego zaproszenia, wziąłem głęboki oddech. Z myślą w co ja się do cholery wplątałem wszedłem do środka.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz