Luke
Siedziałem na barierce balkonu w jakimś hotelu bóg wie gdzie. Musiałem parę dni spędzić sam. Furia nigdy nie trwała tak długo. Nie umiałem jej powstrzymać. W środku chciałem się zabić za to że zraniłem swojego brata, swoich przyjaciół... Uriel'a. Gdy zobaczyłem te straszne emocje Alex'a serce pękało mi na kawałki.
Dlatego właśnie siedziałem tu w jakimś hotelu na końcu świata. Zablokowałem połączenie między Alex'em, a także moim bratem. Szczerze to teraz byłem odcięty od wszystkich.
Dlatego właśnie siedziałem tu w jakimś hotelu na końcu świata. Zablokowałem połączenie między Alex'em, a także moim bratem. Szczerze to teraz byłem odcięty od wszystkich.
Wypaliłem już całą swoją paczkę papierosów. Westchnąłem cicho i wróciłem do środka mieszkania.
Spojrzałem na Kasjana. Wydawał się przygnębiony.
-Co jest Bestyjko?- spytałem siadając obok niego na dywanie.
Ten spojrzał mnie swoimi złotymi oczami i zobaczyłem w nich tęsknote.
Przytuliłem się do wilka.
-Ale ja nie chce ich zranić. Tylko Alex umie mnie powstrzymać... A co jeśli bym zranił poważniej Four'a? Uriel'a? Sivest'a? Nie wybaczył bym sobie żadnego z nich.
-Dlatego moje treningi polegały na medytacji - powiedział mój ojciec.
Spojrzałem na niego.
-Co ty tu robisz?- spytałem się go.
-Four był zaniepokojony tym, że nie wróciłeś wczoraj - powiedział i usiadł obok mnie i wilka.
-Nie mogę tam wrócić.
-Możesz Lu. To nie była twoja wina -powiedział kładąc mi rękę na barku.
Szybko ją zrzuciłem i wstałem.
-Nie mów tak! To ja kurwa nie umiałem jej uspokoić! To ja nie umiałem zapanować nad własnymi emocjami! Przeze mnie prawie zginął Uriel!
-Alex twierdzi, że obaj straciliście kontrole -powiedział mój ojciec, a ja na niego spojrzałem jak na idiotę -Luke nie możesz uciekać tylko dlatego, że straciłeś kontrole...
-A właśnie, że mogę -powiedziałem dziecinnym tonem. Ares westchnął i wyciągnął z kieszeni list oraz z torby, której wcześniej nie zauważyłem paręnaście książek.
-To od Alex'a nie wiem czemu, ale kazał mi na ciebie nie naciskać i dać ci list wraz...
-Z połową biblioteczki -mruknąłem patrząc na mały stosik. Usłyszałem śmiech ojca i spojrzałem na niego z pytaniem w oczach.
-To samo mu powiedziałem -wytłumaczył z uśmiechem -A on wyjaśnił, że te książki pomogły mu najbardziej, gdy sam uczył się samokontroli.
-A właśnie, że mogę -powiedziałem dziecinnym tonem. Ares westchnął i wyciągnął z kieszeni list oraz z torby, której wcześniej nie zauważyłem paręnaście książek.
-To od Alex'a nie wiem czemu, ale kazał mi na ciebie nie naciskać i dać ci list wraz...
-Z połową biblioteczki -mruknąłem patrząc na mały stosik. Usłyszałem śmiech ojca i spojrzałem na niego z pytaniem w oczach.
-To samo mu powiedziałem -wytłumaczył z uśmiechem -A on wyjaśnił, że te książki pomogły mu najbardziej, gdy sam uczył się samokontroli.
Westchnąłem cicho i usiadłem przy stole na który teraz stał stos ksiąg Alex'a i list.
L.
Nie będę ci pisał byś wracał tu jeśli tego nie chcesz. Masz wybór, który uszanuję (albo bynajmniej się postaram). Pamiętaj tylko jedno, ucieczka jest wyjściem krótkotrwałym. I w niczym ci do końca nie pomoże. Będziesz się obwiniał i spadał w dół.
Nie chcę tego, więc słuchaj:
Nie oszukujmy się. Straciliśmy kontrole. Obaj.
Powinienem cię wspierać, a nie wpadać w szał. Za to ty powinieneś na spokojnie przemyśleć, że nie dałbym rady jednym ruchem pofarbować ci końcówek farbą skoro:
a. powiedziałem, że zejdzie. A pamiętaj ja nigdy nie mówię czegoś ot tak.
b.twoja różowa farba z zestawu trafiła Siva, więc nie mógłbym jej wykorzystać.
Mam nadzieje, że już to odkryłeś.
A teraz tak. Wszystkie te książki (nie to nie jest połowa biblioteczki domowej!) mają ci pomóc wraz z twoim ojcem nauki początków kontroli. Jak już zauważyłeś nawet ja tego nie opanowałem do końca, więc głowa do góry i ie poddawaj się jeśli ci nie będzie wychodzić. Pamiętaj, że ja też mogę ci pomóc (jeśli byś wrócił).
Miłej nauki przy melisce (zawsze wiedziałem, że jej potrzebujesz!) i nie zadręczaj się poczuciem winy.
Jak zawsze wspaniały, wyrozumiały i przystojny oraz na zawsze twój
A. Black
PS. Wiem gdzie jesteś, ale ani słowa Four bo mnie zabije, że cię tu nie ściągam.
PS. Wiem gdzie jesteś, ale ani słowa Four bo mnie zabije, że cię tu nie ściągam.
Uśmiechnąłem się na treść tego listu. Czyli Alex się nie gniewa...
Nie wiem co mnie podkusiło, ale zaparzyłem sobie w kubku meliske i zacząłem czytać wszystkie księgi jakie podał mi Alex przez mojego ojca.
*
Minęły dwa dni. W ciągu tego czasu przeczytałem wszystkie księgi i trenowałem samokontrole. Postanowiłem wrócić. Gdy pojawiłem się przed domem słyszałem podniesione głosy Alex'a i Four'a. Wszedłem cicho by mnie nie usłszeli.
-Jak będzie chciał to wróci! -wrzasnął Alex.
-Luke jest... -to był wkurzony Four.
-Uparty. Niby znasz go dłużej, ale jakoś tego nie pokazujesz -warknął Alex -Jeślibym go tu ściągnął wbrew niemu było by gorzej niż kiedykolwiek. On nie chce na razie wracać i ja nie będę robił czegoś czego nie chcę! A ty do cholery przestań się na mnie wyżywać jak kobieta w ciąży!
-Może gdybyś się zachowywał on by tu był! -usłyszałem trzask, więc postanowiłem się ujawnić. Wszedłem do salonu by zobaczyć Four'a z rozbitym nosem na roztrzaskanym szklanym stoliku i znikające plecy Alex'a.
-Jak będzie chciał to wróci! -wrzasnął Alex.
-Luke jest... -to był wkurzony Four.
-Uparty. Niby znasz go dłużej, ale jakoś tego nie pokazujesz -warknął Alex -Jeślibym go tu ściągnął wbrew niemu było by gorzej niż kiedykolwiek. On nie chce na razie wracać i ja nie będę robił czegoś czego nie chcę! A ty do cholery przestań się na mnie wyżywać jak kobieta w ciąży!
-Może gdybyś się zachowywał on by tu był! -usłyszałem trzask, więc postanowiłem się ujawnić. Wszedłem do salonu by zobaczyć Four'a z rozbitym nosem na roztrzaskanym szklanym stoliku i znikające plecy Alex'a.
Spojrzałem na białowłosego.
-Luke... - powiedział cicho podnosząc się.
-Nie jestem małym dzieckiem byś rządził moim życiem Four. Alex miał w tej sprawie racje... Wrócił bym wtedy gdy uznał bym to za właściwe. Znamy się ponad dziesięć lat, a z Alexem znam się z trzy i on już zrozumiał, że nie lubię jak ktoś rządzi moim życiem -powiedziałem. -Wracaj do Rin. Ja nie potrzebuje niańki.
Odwróciłem się na pięcie i poszedłem na dach gdzie mógł się znajdować Alex.
-Aniołek wylądował? -zakpił stojąc na skraju dachu tyłem do mnie.
-Aniołek wylądował? -zakpił stojąc na skraju dachu tyłem do mnie.
-A co wolisz, gdy odlatuje? Mogę sobie odlecieć na dłużej jeśli Diabełek nie chce tu Aniołka...
-Lu nie dzisiaj -mruknął i dopiero teraz zauważyłem, że chłopak pali. Zastanawiałem się kiedy zaczął bo przy mnie nigdy tego nie robił.
-Lu nie dzisiaj -mruknął i dopiero teraz zauważyłem, że chłopak pali. Zastanawiałem się kiedy zaczął bo przy mnie nigdy tego nie robił.
Zmartwiłem się tym. Podszedłem do niego i niepewnie położyłem rękę na jego ramieniu.
-Alex, wiesz że możesz mi wszystko powiedzieć... Duszenie tego w sobie nie jest dobrym pomysłem.
-Nigdy nikomu nie mówiłem co kłębi mi się w głowie -odpowiedział i przerwał by się zaciągnąć. Gdy wydmuchiwał dym obrócił się w moim kierunku, a ja ujrzałem pustą maskę bez emocji.
-Nigdy nikomu nie mówiłem co kłębi mi się w głowie -odpowiedział i przerwał by się zaciągnąć. Gdy wydmuchiwał dym obrócił się w moim kierunku, a ja ujrzałem pustą maskę bez emocji.
-To pora to zmienić... Nie będę cię zmuszał, bo ty mnie nie zmuszałeś by tu wracać. Przemyśl sobie wszystko... A ja idę pokrzyczeć na białowłosego dupka, który miał sobie stąd zniknąć, ale nadal tu jest...
-Oszczędź sobie głosu i po prostu uspokój jego macierzyńskie instynkty -mruknął szatyn.
-Nie jesteś na niego wkurzony? -zapytałem pamiętając ich dość burzliwą wymianę zdań.
-Jestem -powiedział z lekkim uśmiechem nie sięgającym oczu -Ale w jakiś sposób go rozumiem. Przywaliłbym mu ponownie, ale szkoda mi już mebli...
-Oszczędź sobie głosu i po prostu uspokój jego macierzyńskie instynkty -mruknął szatyn.
-Nie jesteś na niego wkurzony? -zapytałem pamiętając ich dość burzliwą wymianę zdań.
-Jestem -powiedział z lekkim uśmiechem nie sięgającym oczu -Ale w jakiś sposób go rozumiem. Przywaliłbym mu ponownie, ale szkoda mi już mebli...
-Ty to troszczysz się tylko o meble i księgi - powiedziałem ironicznie i zacząłem schodzić schodami w dół. -Idziemy dziś do kina!!! Sami!!!
Krzyknąłem już z dołu i poszedłem znaleźć Four'a.
-Four! Kochany dupku chodź tu!
Poczułem jego aurę w pokoju gościnnym. Gdy wszedłem myślałem przez chwilę, że zacznę się palić ze złości. Nie wiem na kogo bardziej w tym momencie byłem zły.
Zobaczyłem Siv'a przyklejonego do Four'a na łóżku.
-Kurwa! Pojebało Was?! - krzyknąłem i złapałem Four'a za bluzkę zrzucając go na ziemie. -Wynoś się puki panuje nad sobą!
Chłopak szybko wstał i zniknął. Mój wściekły wzrok skierował się w stronę brata.
-Sivest! Jesteś jebanym dupkiem! Kurwa ja nie będę cię bronić przed Alex'em jak dowie się o tym! Jak mogłeś coś takiego zrobić?!
-Luke...Błagam...Nie mów mu...- widziałem już łzy w oczach mego brata.
-Jestem twoim bratem, mogę ci dużo wybaczyć, ale czegoś takiego nie wybaczę... Natychmiast znikaj stąd i przepraszaj Uriela, jeśli ci na nim w ogóle zależy- powiedziałem odwracając się w stronę drzwi.
-Lu...
-Już!!!- wydarłem się.
"Alex zakupiłeś meliskę?"- spytałem się chłopaka przez połączenie wychodząc z pokoju.
''Dla ciebie zawsze się znajdzie...fak" usłyszałem i na chwilę straciłem połączenie z chłopakiem. Szukałem jego aury w domu i nie znalazłem, więc chłopak gdzieś zniknął ''Lukey górna szafka za pudełkiem w kształcie ciasteczkowego potwora. I daj mi chwilkę zaraz będę i powiesz mi co się stało"
''Dla ciebie zawsze się znajdzie...fak" usłyszałem i na chwilę straciłem połączenie z chłopakiem. Szukałem jego aury w domu i nie znalazłem, więc chłopak gdzieś zniknął ''Lukey górna szafka za pudełkiem w kształcie ciasteczkowego potwora. I daj mi chwilkę zaraz będę i powiesz mi co się stało"
"No cóż, dobrze... Nie zabij się "- powiedziałem i znalazłem pudełko z meliską.
*
Siedziałem pod kocem z ciepłej bluzie z Minionków i piłem melise.
-Kochanie wróciłem! -usłyszałem wrzask i chwilę później do pokoju wszedł Alex w wyraźnie lepszym humorze.
-Kto ucierpiał na twoim humorze? -zapytałem patrząc na niego znad kubka. Chłopak zmarszczył brwi i obejrzał się jakby poszukując co go zdradziło, potem spojrzał na mnie.
-Miło, że wierzysz w moją niewinność -powiedział i zmrużył oczy wpatrując się we mnie -Co się stało?
-Na początek ty odpowiedz -odparłem starając się lekko odwlec nieuniknione.
-Mała bójka, która skończyła się moją wygraną i ustaleniem komu należy ufać -oznajmił i usiadł na podłokietniku, o który się opierałem -Więc Luke?
-No cóż, to co ci teraz powiem zniszczy ci ten uśmiech, ale masz mi obiecać, że nie zabijesz nikogo po tym co ci powiem...
-No dobraaa...-powiedział nie pewnie.
-Gdy poszedłem sprawdzić, dlaczego Four nie zniknął zobaczyłem coś...
-Co?
Westchnąłem, wziąłem duży łyk ziółek i powiedziałem na jednym wdechu.
-SivzdradziłUrielazFourem.
-Co? Luke powiedz to spokojnie.
-Siv... Zdradził Uriela... Z Four'em... -pierwszą oznaką, że jest źle były czerwone oczy wypełnione furią.
-Uriel o tym wie -wycedził przez zęby wstając.
-Chyba nie -wymamrotałem.
-I niech tak na razie zostanie. Siedź sobie spokojnie, a ja postaram się szybko wrócić -powiedział
-Uriel o tym wie -wycedził przez zęby wstając.
-Chyba nie -wymamrotałem.
-I niech tak na razie zostanie. Siedź sobie spokojnie, a ja postaram się szybko wrócić -powiedział
-Zero zabijania -mruknąłem na co chłopak tylko przytaknął cichym "spróbuje" i zniknął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz